Opór, organizować? Komentarz Eleison nr CCCXXI (321)

Bp Williamson pondering

Opór, organizować?
J.E. bp Ryszard Williamson
Komentarz Eleison Numer CCCXXI (321)
7 września
 2013

Debata dotycząca tego, czy i jak dzisiejszy „Opór” powinien być zorganizowany, trwa nadal (niech będzie nam wolno zdefiniować tu „Opór” jako byłych członków czy zwolenników Bractwa Św. Piusa X tak niezadowolonych z jego ostatnio ujawnionej zmiany kierunku, że powzięli jakieś działania w celu przeciwstawienia się tej zmianie). Ogólnie mówiąc, (względni) młodzieńcy chcą organizacji koordynującej działania i czyniącej go [opór – przyp. tłum.] bardziej skutecznym, podczas gdy starsi skłaniają się ku myśli, że jakakolwiek ustrukturyzowana organizacja nie jest już możliwa, ani nawet pożądana w dzisiejszych chaotycznych okolicznościach. Czytaj dalej

Przetrącony autorytet. Komentarz Eleison nr CCCVII (307)

Bp Williamson pondering

Przetrącony autorytet
J.E. bp Ryszard Williamson
Komentarz Eleison Numer CCCVII (307)
1 czerwca 2013

Pewna liczba dobrych dusz pragnie, by zostało założone Zgromadzenie, aby zastąpić Bractwo Św. Piusa X. Choć podzielam ich obawę, że FSSPX jest obecnie na drodze do spraliżowania swej minionej chwalebnej obrony katolickiej Wiary i życia, i choć w związku z tym sympatyzuję z ich pragnieniem ujrzenia innego zgromadzenia podobnego mu, któreby zajęło jego miejsce, nie wierzę jednak, by to było możliwe i myślę, że warto wytłumaczyć dlaczego.

Gdy w 1970 arcybiskup Lefebvre napisał zbiór zasad, zgodnie z którymi przyszłe FSSPX miałoby być założone i funkcjonowałoby, a mianowicie jego Statuty, bardzo było dla niego ważne otrzymanie ich oficjalnego zatwierdzenia przez biskupa katolickiej diecezji, w której mieścił się pierwotny dom FSSPX. Jeśli chodzi o niego, otrzymanie albo nie otrzymanie tego zatwierdzenia stanowiło całą różnicę między założeniem zgromadzenia Kościoła katolickiego a utworzeniem swego własnego prywatnego stowarzyszenia. Szczególnie zależało mu na założeniu katolickiego zgromadzenia, o wiele mniej na utworzeniu prywatnej instytucji. Czytaj dalej

Dwie podróże. Komentarz Eleison nr CCLXXXVIII (288)

Bp Williamson pondering

Dwie podróże
J.E. bp Ryszard Williamson
Komentarz Eleison Numer CCLXXXVIII (288)
19 stycznia 2013

Podróże od połowy grudnia, do Ameryki Północnej i Francji, pozwoliły mi na zaobserwowanie w Bractwie Św. Piusa X niebezpiecznego stanu niezdecydowania. Gdzie Przełożony Dystryktu nie jest ślepy, niebezpieczeństwo jest na razie jakoś zatrzymane, tak, że opór znajduje się w zakłopotaniu. Gdzie jednakże Przełożony Dystryktu jest skwapliwym sługą głównej siedziby FSSPX, tam ruch w stronę Neokościoła idzie naprzód, ale Opór również nabiera kształtów. Co jest stawką?

Od wybuchu Protestantyzmu, świat stacza się coraz dalej od Boga. Dzięki Soborowi Trydenckiemu (1545-1563), Kościół katolicki trzymał się mocno, ale dzięki Soborowi Watykańskiemu II (1962-1965) oficjalny Kościół katolicki dołączył do staczania się. Wtedy, zwłaszcza dzięki (ale nie tylko!) arcybiskupowi Lefebvre’owi (1905-1991), resztki Kościoła trydenckiego zebrały się, aby pośrodku pustyni nowoczesności ukształtować katolicką oazę, FSSPX. Ale tam, gdzie potężny Kościół nie był w stanie stawić oporu, było to, rzecz jasna, tylko kwestią czasu zanim wątłe FSSPX będzie z kolei kuszone, aby dołączyć do staczania się. Czytaj dalej

Syndrom lat pięćdziesiątych powraca. Komentarz Eleison nr CCLXXXVII (287)

Bp Williamson pondering

Syndrom lat pięćdziesiątych powraca
J.E. bp Ryszard Williamson
Komentarz Eleison Numer CCLXXXVII (287)
12 stycznia 2013

Palące pytanie: jak przywódcy Bractwa Św. Piusa X, które zostało założone przez Arcybiskupa Lefebvre’a, aby stawiać opór Neokościołowi, mogą obecnie ubiegać się o jego względy, aby się przyłączyć doń? Jedną z odpowiedzi jest to, że nigdy całkowicie nie zrozumieli Arcybiskupa. Po katastrofie Vaticanum II w latach 60. XX wieku, widzieli w nim najlepszą kontynuację Kościoła lat 50. sprzed katastrofy. W rzeczywistości był czymś o wiele więcej, ale gdy tylko umarł, wszystko, czego zapragnęli to powrót to wygodnego katolicyzmu lat 50. I nie byli jedynymi, którzy woleli Chrystusa bez Jego krzyża. To bardzo popularna formuła.

Czyż katolicyzm lat 50. nie był jak człowiek stojący nad krawędzią wysokiego i niebezpiecznego klifu? Z jednej strony dalej stał na dużej wysokości, inaczej Vaticanum II nie byłby takim upadkiem. Z drugiej strony był niebezpiecznie blisko krawędzi klifu, inaczej znowu nie mógłby upaść tak gwałtownie w latach 60. Żadną miarą, wszystko w Kościele lat 50. nie było złe, ale było zbyt blisko katastrofy. Dlaczego? Czytaj dalej